Jadwiga N.

W roku 2010 byłam w bardzo ciężkim stanie na oddziale kardiologii  w szpitalu na Pradze. Ponowne wszczepienie stendu było już niemożliwe, a tzw. „bajpasy” również nie wchodziły w alternatywę. Lekarze wypisali mnie ze szpitala z wyrokiem w dosłownym tego słowa : dwóch tygodni życia.

Z wyrokiem w psychice , dowiedziałam się o chelatacjach. 
Spróbowałam. Rozpoczęła się moja dobra historia walki o życie. W pierwszym roku leczenia zabiegi miały miejsce  3 razy w tygodniu. Po 15 tej chelatacji poczułam się lepiej . Obrzęki nóg zdecydowanie zelżały , ból nóg również no i oddychanie.  Wyniki badań m.in. choresterol były  zdecydowanie lepsze i ciśnienie wyrównane.
W 2010 roku  wzięłam 50 zabiegów chelatacji . Od tego roku kontynuuję zabiegi raz w miesiącu.
Jest 2013 rok ( listopad ), a ja żyję, czuję się jak na mój wiek dobrze. Mam ogromną chęć życia, dobrą pamięć i komfort mojego życia bardzo się poprawił .
Każde leczenie ma swoją cenę, również chelatacja , ale ja nigdy nie żałowałam swojego zaangażowania w tę drogę leczenia.