Stanisław Kruczewski z Łomży

Mam 54 lata. Jestem po dwóch zawałach, mam wstawione by-passy i dwa razy wstawiali mi stenty. Miażdżyca dalej postępowała.

Siedziałem już tylko w domu w fotelu. Nie mogłem pójść nawet do kuchni. Czekałem, aż przyjdzie wieczór, a wieczorem bałem się poranka. Budziłem się z pieczeniem i kłuciem w klatce piersiowej. Garściami brałem Sorbonit. doustnie nitroglicerynę i nic nie skutkowało. Z dnia na dzień czułem się coraz gorzej. Nie widziałem  żadnych postępów w leczeniu. Lekarze powiedzieli, że nie ma dla mnie żadnego ratunku. Już czekałem tylko na śmierć. Żona dowiedziała się od znajomego, że w Warszawie lekarz podaje kroplówki ludziom chorym na miażdżycę i choroba cofa się. Od tego znajomego dowiedziałem się, że zanim poszedł na terapię chelatową nie mógł już nawet chodzić. Dzisiaj ma 74 lata i znów zaczął jeździć na polowania. Twierdzi, że po kroplówkach czuje się świetnie. Wtedy nie wiedziałem dokładnie o jakie kroplówki chodzi, ale bardzo chciałem sobie pomóc. Po pierwszych zabiegach chelatacji nie zauważyłem żadnych zmian, ale po 14 kroplówce nastąpił przełom. Dzisiaj nie ma dla mnie różnicy czy mam do przejścia 10 czy 15 kilometrów. Czasem nawet próbuję biegać. Spaceruję z żoną dookoła Łomży, chodzę na ryby, jeżdżę na Mazury. Żona widząc jak świetnie się czuję wzięła profilaktycznie 6 kroplówek z EDTA. Wcześniej narzekała na bóle rąk, nie mogła ich podnosić, dzisiaj nie skarży się na to.