Irena R. z Łomży

W 2007 przeszłam zawał serca i założono mi stenty. Nie mogłam chodzić, brakowało mi tchu, bałam się zasnąć, że się nie obudzę. Po pół roku, tak jak miałam zlecone, przyjechałam do szpitala na badania. Lekarz powiedział: stenty zarastają, organizm je odrzuca. 

To był dla mnie szok. Dostałam skierowanie na by-passy i wróciłam do domu. Byłam załamana. Znajomy powiedział mi o chelatacji. Tego samego dnia zadzwoniłam do lekarza i umówiłam się na wizytę. Przyjechałam z dokumentacją choroby. Zdecydowałam się na chelatację. Najpierw przyjeżdżałam 3 razy w tygodniu. Po 45 kroplówkach postanowiłam zrobić nieinwazyjna koronografię. Wyniki były zaskakująco dobre. W obu tętnicach nastąpiła znaczna poprawa ( 35 proc., 45 proc.) Od tamtego czasu wciąż chodzę na chelatację, a skierowanie na by-passy noszę w kieszeni. Namówiłam też męża, który bierze kroplówki profilaktycznie.