Hanna Smolińska

Mam dopiero 49 lat, ale w szpitalu to tyle się wyleżałam, że nie życzę największemu wrogowi. Moich chorób wystarczy na kilka życiorysów. Wiencówka i miażdżyca – to najpoważniejsze.

Zaproponowali mi by- passy, ale potem powiedzieli, że serce jest za słabe i nie wytrzyma operacji. Na lewej nodze zrobiła się rana, która przestała się goić. Powiedzieli: tu nic się nie da zrobić, tylko amputacja. Nie mam jeszcze pięćdziesiątki, a miałam resztę życia bez nogi żyć. Poszłam na chelatację, bo wiedziałam, że to ostatnia deska ratunku. Jestem dopiero po dziesięciu wlewach i lepiej nie zapeszyć, ale czuję, że idzie na lepsze. Rana się goi, łatwiej się oddycha, i siłę mam większą