Piotr Marczyński

Chociaż stuknęła mi dopiero pięćdziesiątka, na miażdżycę choruję od kilku lat. Zdarzyło się już, że z ulicy zabrało mnie pogotowie. Ponadto miałem wysokie ciśnienie i złe wyniki cukru.

Przeczytałem o chelatacji w gazecie i zdecydowałem się spróbować. W końcu nie mam jeszcze tylu lat, aby pogodzić się z bezradnością i bólem podczas zwykłego chodzenia. Jestem po trzydziestu zabiegach, ale się opłacało. Minęła zadyszka, a wrócił normalny, miarowy oddech. Opiekujący się mną kardiolog zauważył wyraźna poprawę. Najbardziej mnie cieszy, że mogę odbywać coraz dłuższe spacery. Bałem się powikłań i komplikacji, a tymczasem czuję się lepiej niż po proszkach przeciwbólowych i witaminach.