Sukces w walce z miażdżycą

Z doktorem Dariuszem Siwikiem rozmawia Agnieszka Zalewska

Kurier Poranny: Od sześciu lat przeprowadza pan zabiegi chelatacji w Białymstoku. Co zmieniło się w świadomości pacjentów w ciągu tych kilku lat? 
Doktor Dariusz Siwik: Za sukces uważam liczbę pacjentów, która z roku na rok się zwiększa. Ja sam wykonałem już około 100 tys. chelatacji. Każda osoba przyjmuje średnio około 40 kroplówek, co oznacza, że zabiegi objęły kilka tysięcy osób. Za sukces uważam również to, że coraz więcej lekarzy przekonuje się do tej metody i coraz częściej poleca ją swoim pacjentom. W tej chwili około 30-40 proc. pacjentów przysyłanych jest przez specjalistów. Wzrosła również wiedza naszych pacjentów na temat chelatacji.

Chelatacja odniosła ogromny sukces w Stanach Zjednoczonych. Czy jest to możliwe, aby i w Polsce cieszyła się tak dużą popularnością? 
W Ameryce zostało poddanych chelatacji około 19 mln osób. W Polsce nadal przeprowadza się niewiele takich zabiegów. Za kilka lat może będzie ich więcej. Ta metoda  przez cały czas się rozwija i nie da się jej zatrzymać. Jest stosowana w większości cywilizowanych państw. W Niemczech można bez problemu kroplówkę kupić w każdej aptece. 

Jakie badania państwo przeprowadzacie, aby potwierdzić skuteczność chelatacji? 
Niektórzy twierdzą, że metoda powoduje zmniejszenie ilości erytrocytów u pacjentów, którzy są chelatowani. Nasze badania niczego takiego nie potwierdziły. Każdy pacjent ma wykonywaną morfologię krwi, nie wskazuje ona żadnych odchyleń od normy. Wszyscy nasi pacjenci przechodzą również badania poziomu kreatyniny i mocznika, żeby ocenić funkcję nerek. Niektórzy pacjenci pytają nas, czy nie istnieje niebezpieczeństwo urwania się blaszki miażdżycowej. Otóż nigdy nic takiego nie nastąpiło ani w naszym kraju, ani nigdzie na Zachodzie. Okazało się, że chelatacja poprawia funkcjonowanie wątroby. Sprawdzamy również wpływ na ciśnienie. Okazało się, że u osób z nadciśnieniem, po 30-35 kroplówce następuje długotrwałe unormowanie ciśnienia. 
Najważniejszym dla mnie badaniem, które daje obraz całego przebiegu czyszczenia naczyń, jest badanie koronarografii. Współpracujemy z Głównym Szpitalem Wojskowym w Warszawie, w którym znajduję się (64-rzędowy) tomograf komputerowy. Taki tomograf może dać obraz, na którym dokładnie widać, jak wyglądają naczynia. Możemy dzięki temu dokładnie określić, w jakim procencie poszczególne naczynia w sercu są zwężone. Z naszych obserwacji wynika, że jedna kroplówka daje możliwość wypłukania około pół procenta zmian miażdżycowych. Czyli po pięćdziesięciu kroplówkach u pacjentów obserwujemy cofnięcie się około 25% zmian (czasami nawet 35%). Czyli tętnice są bardziej drożne. Jest to powolne wypłukiwanie, jednak skuteczne. Dzięki koronarografii możemy ocenić dokładnie, ile pacjent potrzebuje kroplówek. 

Spotyka pan czasem swoich pacjentów, którzy tak jak pan zaczynali sześć lat temu przygodę z chelatacją. Jak oni dziś się czują? Co się dzieje po kilku latach po takim wyczyszczeniu? 
Większość pacjentów, którzy przyjęli kroplówki, po kilku latach jest zadowolona, odczuwając poprawę swojego stanu zdrowia. Jednak wszystko zależy od ich stylu życia oraz od ilości przyjętych kroplówek. Kilka lat temu często pacjenci przyjmowali tylko 20 zabiegów i na tym kończyli kurację. Dzisiaj z doświadczenia wiemy, że to najwyżej 10% wypłukanych zmian. Mam grupę pacjentów, którzy po kilku miesiącach przerwy przyjeżdżają na kroplówkę profilaktycznie, aby nie dopuścić do powstawania kolejnych złogów. Wielu pacjentów, którzy przychodzą tutaj, otrzymuje drugą szansę i wielu z niej korzysta, dbając o siebie, zmieniając swój styl życia. Często ci, którzy zakończyli kurację, dopiero po jakimś czasie odczuwają dalszą poprawę. Spowodowane jest to tym, że kroplówka doprowadza krew do różnych narządów, które na skutek lepszego ich ukrwienia regenerują się. Dlatego efekty dalszej poprawy odczuwalne są również po jakimś czasie. 

Jakie jest ryzyko terapii? Czy istnieją skutki niezamierzone? 
Prawidłowo przeprowadzona terapia chelatowa jest bezpieczna i nie  stwarza żadnego ryzyka dla pacjenta. Czynnik EDTA, znajdujący się w kroplówce, po dostaniu się do krwi wiąże jony metali. Głównymi źródłami  toksycznych metali są m.in. spaliny z pojazdów, dymy z fabryk, niektóre leki syntetyczne, dym tytoniowy, chemiczne środki ochrony roślin, farby. Najczęściej wchłaniane są przez płuca i z prądem krwi docierają do wszystkich narządów wewnętrznych, gdzie łączą się z różnymi komponentami komórkowymi i są zdolne do wytwarzania wolnych rodników tlenowych, uszkadzających tkanki. Ponadto metale ciężkie działają toksycznie na szereg enzymów komórkowych. EDTA wraz ze związanymi jonami metali jest w 100% wydalany z organizmu przez nerki z moczem, nie pozostawiając toksycznych złogów. Czasami przy zbyt szybkim wlewie zdarzają się przypadki uczucia osłabienia, nieznaczne przejściowe uczucia chłodu, które szybko mija po podaniu preparatów wapnia. U pacjentów, którzy nie stosują się do zaleceń lekarskich i nie przyjmują elektrolitów, może nastąpić spadek ilości magnezu, wapnia czy potasu. Aby do tego nie dopuścić, co jakiś czas sprawdzamy poziomy elektrolitów we krwi.